...czyli jak się żyje z drugiej strony
Blog > Komentarze do wpisu
Cheese Rolling 2008, Waikaka
Lato w pełni, słoneczko grzeje… a powszechnie wiadomo, że tutaj może naprawdę ostro "przysmażyć". Tak więc nie powinny nikogo dziwić mistrzostwa Nowej Zelandii w pogoni za serem marki Whitestone…

Imprezka odbyła się w środę 6 lutego. Termin bardzo przyjemny, bo akurat wszyscy mieli wolne (nie, nie z okazji Cheese Rolling ale z okazji Waitangi Day). Pogoda dopisała, słoneczko prażyło - na szczęście w centralnym punkcie straganowego miasteczka można było nasmarować się do woli kremem "przeciw-słonecznym".

Zasady były bardzo proste, może prosty algorytm:

1. do terenowego Forda wsiada kierowca, spikerka, zaproszony gość do rolowania oraz jakaś tam obstawa (bez bliżej sprecyzowanych zadań),

2. ktoś podbiega bo oczywiście zapomnieli sera (opcja alternatywna),

3. Ford jadzie na górę, potem gdzieś znika… (nie wiem gdzie, ale na pewno nie było go widać),

4. na linii startu pojawiają się zawodnicy (start jest na górze, ser pod górę "słabo" się toczy więc nie było sensu startować z dołu),

5. punkt 5, czyli 5 minut dla spikerki (czasami spikera) - czyli prezentacja gościa, sponsora biegu, "gatki-szmatki" ze startującymi,

6. …zapomniałem: oczywiście startujących było sporo, więc nie mieli szans na miejsce w Fordzie - biedaczyska musieli wdrapać się na górę o własnych siłach (na szczęście w drodze powrotnej lekko pomagała grawitacja i "czynnik X"),

7. START

8. jako pierwszy rusza ser, O! przepraszam! The Withestone Ser (mogłoby się wydawać, że tężyzna fizyczna rolującego gościa mogła mieć wpływ na prędkość elementu łapanego - z naszych obserwacji zawsze za… tak samo),

9. gdy ser pokonał już około 20 metrów trasy w pościg wyruszają pozostali bohaterowie biegu (czasami przypominało to szturm na linie wroga, co chwilę ktoś padał),

10. …potem to już bywało rożnie: np. w czasie jednego z biegów lider był już bardzo blisko swego upragnionego celu (sera) - jakieś 1.5 może 1 metr, spiker krzyczy: "jump, jump!", no i biedak usłyszał, zrobił susa do przodu, wyciągnął się jak długi… ale chyba był kiepski z matematyki/fizyki bo nie wkalkulował poprawki na prędkość sera i czas lotu w trakcie wykonywania "jump!" …wskoczył jedynie na trzecie miejsce! Może za rok się uda?

11. złapanie sera - wygrywa ten co złapie (w nagrodę cały ser, kwiaty i coś tam jeszcze), drugie i trzecie miejsce też otrzymują kwiatki i kawałki sera, no i jeszcze dla całej trójki szansa na zdobycie tytułu Mistrza Nowej Zelandii w biegu finałowym :)

 

Tak to mniej-więcej wyglądało. Oczywiście w atmosferze rodzinnego pikniku: krzesełka, kocyki, lody, testowanie serów, występy lokalnych zespołów, masaż, skauci, domowe wypieki, ścianka wspinaczkowa, grilowane owieczki, przejażdżka helikopterem itp.

 

Może impreza nie jest aż tak bardzo "ekstremalna" jak zawody w Gloucester (gdzieś na półkuli północnej), ale przecież chodzi o dobrą zabawę a nie ranking w ilości połamanych kości. Jak więc, traficie w okolicach lutego do Southland mogę spokojnie polecić tą imprezę… może nawet ktoś z was wystartuje - jeżeli tak to i ja się dołączę :)

 

Agata zmontowała krótki filmik z imprezy, zapraszam:

 

 

 

http://www.youtube.com/watch?v=nEe0l8uhyHs

 

 

P.S.

Ja oczywiście pod terminem "za…" miałem na myśli "zasuwa" lub w wolnym tłumaczeniu "bardzo, ale to bardzo szybko toczy się w dół".

 

poniedziałek, 18 lutego 2008, adam_kaluzny
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2008/03/10 22:20:25
a może tak do ameryki południowej ? Atacama czeka !!! :)
who's online